dzis odebralam wynik wymazu z pleckow Bianki.
diagnoza jak dla mnie miazdzaca, choc zdazylam juz ja postawic przed badaniem :/
tak to jest kiedy nie ma sie skonczonej medycyny i wierzy sie lekarzowi...
pierwsza pizda nie rozpoznala azs, tylko pierdolila cos o czyms liszajowatym. i tak przez 3 miesiace. zamiast po pierwszym miesiacu nieudanej kuracji skierowac do dermatologa.
a potem druga pizda, ktora nas zbyla do ciechanowa zamiast zrobic rtg glowy i usg przezciemiaczkowe na miejscu. bo nie podejmuja sie opieki nad dziecmi do 3 roku zycia. a tam nie dosc, ze rota zaliczylysmy to jeszcze to gowno.
co wiecej, dermatolog nie podjela sie leczenia, bo jak twierdzi nie ma doswiadczenia w anybiotykoterapii (?!). ale z drugiej strony moze to i dobrze, ze nie bdzie trenowac na mojej dziecinie...
i takim oto sposobem pediatra, ktora ma te moje dziecie pod opieka oraz miano najlepszej w miescie bedzie miala okazje sie wykazac...
i kogo ja mam teraz pociagnac do odpowiedzialnosci???
ps. anybiogram wykazal podatosc na gentamycyne, erytromycyne, klindamycyne oraz kotrimoksazol. may wiec pole do popisu.
teraz trzymajcie kciuki zeby skurwiel sie nie uodpornil i nie przeszedl w forme utajona...